Dzień dobry🙂!

nazywam się Marzena Ilona Kobosko.

Przedstawiam Wam moją opowieść, która doprowadziła mnie do DZISIAJ.

            Przez kilkanaście lat poszukiwałam drogi powrotnej do Siebie, odpowiedzi na pytania KIM JESTEM JAKO CZŁOWIEK? PO CO TUTAJ PRZYSZŁAM? CO TUTAJ MAM DO WYKONANIA?

      Moja droga do miejsca, w którym obecnie się znajduję była bardzo długa….

   A zaczęła się właściwie już w dzieciństwie, kiedy to obserwowałam mojego Dziadka jak chodził po łąkach i zbierał zioła, moją Babcię, która stawiała pijawki, moją Mamę, która z miłością pielęgnowała wszystkie znoszone do domu przeze mnie i przez moją Siostrę zwierzęta…

   Wychowałam się na obrzeżach miasta, mój dom z dzieciństwa stał w pięknym punkcie widokowym na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej z oszałamiającym widokiem na rozlegle położone w dole miasteczko z małym zalewem, z widokiem na olbrzymią, bezkresną równinę pól, łąk i lasów, przeciętych szerokim torem kolejowym. Pola były – w zależności od pory roku – brązowe, zielone lub żółte od kwitnącego na nich rzepaku. Z drugiej strony domu – przy dobrej widoczności – można było zobaczyć ośnieżone szczyty Tatr i Babiej Góry. Ulica, przy której mieszkałam, osadzona była kwitnącymi bzami, jaśminami, dziką różą, kwitnęły łąki pełne brzuchatych mleczy…

   Obserwowałam ten mój piękny, łagodny świat, moją ciepłą Rodzinę i budziło się we mnie najpierwsze moje pragnienie Piękna i Dobra w Świecie.

   W domu czytano masę książek, dźwięki gitary towarzyszyły mi wieczorami, śpiewano piosenki, szyto sukienki, rysowano… Wokół było pełno ciepłych, przyjaznych ludzi. I we mnie szybko objawiła się artystyczna dusza: pisałam wiersze i opowiadania, rysowałam ukochane kwiaty, śpiewałam i tańczyłam. Kochałam Ludzi i Świat. Od dziecka nosiłam też w sobie pewien dar: bardzo silne WYCZUWANIE obecnej rzeczywistości i przyszłości.

   I tak płynęły mi te wczesne lata, aż przyszła ciężka choroba mojej Ukochanej Mamy, zmarł Ukochany Dziadek i świat zaczął się rozsypywać…

   Mama już nigdy nie odzyskała zdrowia, ale BYŁA. Była, kiedy rankiem wychodziłam do szkoły, była – kiedy wracałam… Taka radosna, ciepła, piękna Mama w zielono-czarnej sukience, z długimi do pasa ciemnymi włosami. I były jeszcze moje dwie Siostry, ukochana Babcia i rzadko obecny Tata (pracował za granicą). To był typowo kobiecy dom, z naszymi fatałaszkami, rysuneczkami, pioseneczkami, kwiatkami, kotami… Ze śmiechem i z płaczem, z małymi kłótniami i wielkimi przeprosinami zakrapianymi łzami, z przekomarzaniem się, dom kojarzący mi się z książkami Magdaleny Samozwaniec (Kossak). Z wiecznym praniem firanek, z kolejnym poszukiwaniem zaginionych rajstop, z wieczornymi opowieściami o marzeniach co wielkiego dokonamy w życiu, z graniem w państwa-miasta i czytaniem wierszy przed wysłaniem ich na kolejny konkurs literacki… I rysuneczkami Mamy, przymierzaniem sukienek, korali, farbowaniem włosów…

   Czas płynął. Przyszło moje kompletnie nieudane, bardzo trudne małżeństwo, w którym wytrwałam około 7 lat, urodziłam Synka, w końcu odeszłam. Nadszedł ciężki okres bycia samotną mamą z małym dzieckiem. I przyszła ciekawa, absorbująca praca, w której dobrze się odnajdywałam, ponieważ miałam bezpośredni kontakt z ludźmi… Lubiłam to. Z czasem ludzie zaczęli też przychodzić do mnie po rożne porady życiowe, zakupowe, a czasem były to zwykłe porady jaką kupić sukienkę na wesele czy kwiaty na urodziny… To było mój żywioł: doradzanie, pomaganie, wspieranie…

   A potem poznałam Człowieka, który zafascynował mnie swoją osobowością, swoją dobrocią i otwartością na ludzi… Wyprowadziłam się z mojego miasteczka do większego miasta. Rozpoczęłam wymarzone studia filologiczne na uniwersytecie, potem kolejne: kulturoznawcze, i kolejne: redaktorsko – edytorskie. Miałam bardzo dobre wyniki na studiach, dostawałam stypendium, ukończyłam je z wyróżnieniem. Zaproponowano mi studia doktoranckie. Kocham sztukę, teatr, literaturę, muzykę, kocham się uczyć… Zdecydowałam się. Moja pasja i miłość do nauki i sztuki, mój wrodzony idealizm – bardzo szybko oberwały jednak po głowie. Zderzyłam się ze ścianą. Wykończona psychicznie i fizycznie pod koniec trzeciego roku zaczęłam się załamywać i tracić wiarę w standardy panujące na szanowanych polskich uczelniach (może niech obrazem będzie to: z naszej „szóstki” z roku, którzy mieli zaszczyt studiować na studiach doktoranckich – po latach ukończyła je tylko osoba, po czym odeszła z uczelni i otworzyła… food tracka z jedzeniem…). Czułam się jakby mnie zamknięto w klatce. Nie wiedziałam co robić….Włożyłam masę serca i pracy w moją rozprawę doktorską, była już praktycznie na finiszu, prowadziłam zajęcia na uczelni, miałam świetne kontakty ze studentami, lubiłam ten świat… I kompletnie żadnego, żadnego wsparcia ze strony uczelni. Czułam się pozostawiona sama sobie, zaczęło mi szwankować coraz bardziej zdrowie, zdarzały się krótkie „odloty” ze zmęczenia, wielogodzinny płacz z bezsilności i bezsenne noce. I pewnego dnia, kiedy totalnie wykończona siedziałam w fotelu i trzymałam w wodzie moje zmęczone, opuchnięte od ciągłego gonienia między instytutami stopy – poczułam jakby owe słowo „STOPY” uderzyło mnie w głowę (wcześniej już nieraz zdarzały mi się takie historie, że coś w ten sposób do mnie przychodziło, albo raczej… spadało🙂).

   Poczałkowo uznałam to za trywialne: „Co tam jakieś stopy mnie po głowie uderzają” – myślałam sobie…. Słowo jednak uparcie wracało i wracało, nie dawało mi spokoju. Zadzwoniłam więc do mojej koleżanki refleksolożki, bo ona właśnie kojarzyła mi się ze stopami. Powiedziałam jej o tej historii. A koleżanka… tylko jakby na to czekała! W ciągu kilku godzin zapisała mnie do Instytutu Refleksologii na kurs! Miałam mieszane uczucia, bo przecież jestem naukowcem, robię doktorat, pracuję na szanowanej uczelni…, ale nie bardzo wypadało mi się z tego wycofać…

   W międzyczasie poprosiłam moją koleżankę ze studiów, która miała dziadka – jasnowidza, żeby powiedział jak mnie czuje. Jego odpowiedź była jednoznaczna: MAM POMAGAĆ LUDZIOM.

   Zatem poszłam na pierwszy etap kursu, po którym bardzo zmęczona wróciłam do domu i oznajmiłam mojemu Mężowi, że stopy maja brzydki zapach i nie będę ich dotykała obcym ludziom. Natomiast po pierwszym zabiegu, jaki koleżanka wykonała na moich stopach – poczułam się źle do tego stopnia, że wzięłam 8 tabletek przeciwbólowych, dostałam biegunki, dreszczy, trzęsło mną jak w febrze, kilka godzin przepłakałam i nie spałam przez całą noc (teściowa-lekarka była na telefonie, monitorując co się ze mną dzieje). Tym bardziej nie chciałam iść na drugi etap kursu. Ale ponieważ miałam go już opłacony, podjęłam decyzję, że daję sobie jeszcze jedną szansę. Na tym drugim spotkaniu było jeszcze gorzej: zemdlałam już podczas samego zabiegu na moich stopach… Pamiętam jak się ocknęłam, wokół mnie było pełno osób z kursu, nauczycielka kropiła mnie wodą, podawała krople walerianowe i boleśnie uciskała punkt przysadki mózgowej na stopach… Z tego spotkania wróciłam do domu już inna, jakaś PRZEBUDZONA: nagle praca na stopach zaczęła mi się podobać…

   I tak refleksologia stała się punktem wyjścia do tego, co robię obecnie z wielką pasją i zaangażowaniem. Zostawiałam moją pracę na uczelni i nieobroniony doktorat. Zmieniałam swoje życie o 180 stopni i dopiero teraz mam pewność „POWROTU DO SAMEJ SIEBIE”. Z kolejnymi latami pracy coraz mocniej rozwijają się moje wrodzone zdolności do WYCZUWANIA RÓŻNYCH STANÓW ENERGETYCZNYCH, do CZUCIA STANÓW INNYCH OSÓB… Coraz więcej potrzebujących ludzi przychodzi do mojego Gabinetu, a niektórzy osadzają się w moim życiu na dłużej… Czuję się „sobą u siebie”, „sobą we własnej prawdzie”.        Każdego dnia jestem świadkiem tego, jak ludzie, którzy do mnie przychodzą po pomoc – rozkwitają, rozwijają skrzydła, odzyskują zdrowie psychiczne i fizyczne, dokonują dobrych dla swojej duszy wyborów, przewartościowują swoje życie.

   Jestem humanistką o artystyczno-naukowej Duszy. Jestem Poszukiwaczką, Odkrywczynią i Wędrowniczką. Poszukuję Nowych Dróg. Odkrywam Nowe Drogi. Podążam Nowymi Drogami.

   Pracuję jako naturoterapeutka, refleksolożka, trenerka „wglądu wewnątrz Siebie”, stosuję masaże dźwiękiem (Koshi, misy tybetańskie, Solfeggio, gong i inne), medytację, łagodną Bio-Energetykę i delikatny dotyk, pracę w obszarze ciała, ciało-emocje, oddech. Pracuję z energią, z emocjami, stosuję świadomy ruch i powrót do historii swojego Rodu. Jestem założycielką wspólnoty Oświęcimskiego Kręgu Kobiet, organizuję warsztaty malowania mandali, tworzenia biżuterii czy innych form kreacji. Obecnie jestem w trakcie pracy nad projektem wsparcia Kobiet „Daj SOBIE rękę NA ZGODĘ”.

    Ukończyłam 2-letnią naukę w Polskim Instytucie Refleksologii oraz kursy i szkolenia w Akademii Sztuki Masażu, Łagodnej Bio-Energetyki, Medycyny Naturalnej Bioenergoterapii. Jestem też m. in. po kursach z przywracania naturalnych procesów metabolicznych organizmu, kuchni makrobiotycznej 5 przemian, kursie naturoterapii, masażu twarzy i dekoltu metodą próżniową (cupping therapy), indyjskiego (hinduskiego) masażu głowy, karku i ramion, Słowiańskich Praktyk Rodowych Kobiet, Kobieta w swojej Mocy, kursu Świadomego Ruchu, Ciało – mój Dom, kursu Lomi Lomi Nui, Wiedza o Rodzie/

   Biorę udział w konferencjach na tematy poświęcone zdrowiu i medycynie naturalnej (m. in. w Narodowym Kongresie Naturoterapii), pracuję z Amazonkami, seniorami i maluchami, doskonalę swoje umiejętności i pogłębiam wiedzę na różnych warsztatach (m. in. w Polskim Instytucie Refleksologii).

   Jako Poszukiwaczka i Odkrywczyni – sama nieustannie się dokształcam i poszukuję nowych metod wpierania DOBREGO ZDROWIA i SAMOPOCZUCIA, aby być jak najbardziej skuteczną w mojej pracy. Promuję mądre dbanie o swój osobisty CUD: Ciało, Duszę i Umysł, by móc jak najdłużej czerpać RADOŚĆ Z ŻYCIA 🙂.

   Jako Poszukiwaczka i Odkrywczyni oraz jako urodzona Estetka szukam i odnajduję – PIĘKNO DRUGIEGO CZŁOWIEKA, NATURY, SZTUKI…

 

ZATEM:

jeśli jesteś Osobą, która:

– poszukuje dobrego sposobu jak mądrze ZADBAĆ O WŁASNE ZDROWIE fizyczne i psychiczne,

– jak uspokoić trudne emocje,

– jak „odnaleźć Siebie”,

– wsparcia w dokonaniu ZMIANY W SWOIM ŻYCIU

– masz jakieś PYTANIA albo po prostu masz OCHOTĘ NA SPOTKANIE w zaciszu mojego Gabinetu na pięknym, zielonym Zaborzu na obrzeżach Oświęcimia  – ZAPRASZAM Z SERCA 🙂. Może NASZE SPOTKANIE będzie dla Ciebie początkiem CZEGOŚ NOWEGO 🙂.

 

      JA ODNALAZŁAM SWOJĄ POWROTNĄ DROGĘ DO SIEBIE – POMOGĘ CI ODNALEŹĆ TWOJĄ!

       Z hawajskim pozdrowieniem Miłości i Szacunku dla Drugiego Człowieka

      ALOHA🙂🙂!

 

      

zadzwoń teraz